26.11.1958 - 24.12.1999 r.
Tomasz Beksiński
Wciąż mi szumi w głowie jego głos. Mroczny, hipnotyzujący i przeszywający, tak wspaniale opowiadający o muzyce. Nie zliczę, ile nocy spędziłam przy radioodbiorniku. Ile metrów taśmy zużyłam, by nagrać te audycje, których nie mogłam słuchać na żywo...
W zeszłym roku obchodziłby okrągłe 50. urodziny, w tym roku mija 10. rocznica jego samobójczej śmierci...
Zatrzymajmy się na chwilę. Pomyślmy o nim ciepło. O nim i o tych, którzy bezpowrotnie odeszli, zostawiając po sobie niemożliwą do wypełnienia pustkę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz