Oj, ale ze mnie był wstrętny sceptyk! Przyznaję, że nie jestem zbyt przekonana do wszelkich cover bandów i świadomego zarabiania pieniędzy na czyjejś pracy i twórczości. O ile Musical Box opuściłam z czystą premedytacją, mając nadzieję, że jeszcze kiedyś uda mi się zobaczyć prawdziwe Genesis, tak z Kangurami nie miałam już wyjścia. Raz, że są niewielkie szanse na to, że panowie z PF się zejdą i wznowią działalność, a dwa, że Australijczycy wreszcie przyjechali do stolicy i nie trzeba było za nimi nigdzie jeździć. :)
Od początku widać było ile ciężkiej pracy wkładają w przygotowanie swoich koncertów. Zresztą to nie są zwykłe koncerty, tylko przedstawienia, które nasączają wszystkie Twoje zmysły, dają niewyobrażalność przyjemność i ukojenie oraz pozwalają na ponad dwugodzinne szybowanie ponad chmurami i delektowanie się każdym najmniejszym dźwiękiem i obrazkiem. Piękno muzyki Pink Floyd widać było gołym okiem, a to wszystko za sprawą grupki pasjonatów, która włożyła kupę roboty w to, żeby przypomnieć ludziom o tym wielkim zespole i dać im możliwość zobaczenia chociaż namiastki show, jakie prezentowali. Australijczycy opanowali wszystko do perfekcji. Nie bawili się w zbędne improwizacje, nie dodawali niczego od siebie, po prostu wyszli i odtworzyli kropka w kropkę każdy dźwięk tak, jak został nagrany w oryginalne. Można się czepiać, że np. solówka w "High Hopes" była nie taka, jak trzeba, ale po co skoro całość powalała. Oprawa wizualno-muzyczna wyborna! Światła, stroboskopy, lasery!!!, animacje, wizualizacje, wielka nadmuchiwana świnia z szatańskimi czerwonymi ślepiami! Po prostu mega profesjonalne show, wyreżyserowane i dopięte na każdy guzik. Podziw wielki, bo przecież jaki to trzeba mieć talent, ile trzeba włożyć pracy i chęci, by zrobić coś takiego i przede wszystkim odwagi, by w ogóle podjąć się zmierzenia z prawdziwymi gigantami!
Aż się chciało, by ten koncert trwał całą wieczność i nigdy się nie kończył, ech... Bardzo bardzo baaaaaaaaaardzo mi się podobało i jestem przekonana, że jeszcze nie raz wybiorę się zobaczyć to piękne widowisko. Was też namawiam. Nawet jeżeli za Pink Floyd niespecjalnie przepadacie, bo drugiej takiej muzycznej uczty w swoim życiu na pewno nie doświadczycie. No chyba, że w oryginalnym wykonaniu. :)
Set lista:
1. Speak To Me
2. Breathe
3. On The Run
4. Time
5. The Great Gig In The Sky
6. Shine On You Crazy Diamond, Parts I-V
7. Welcome To The Machine
8. Pigs (Three Different Ones)
9. Sheep
------
10. Astronomy Domine
11. Learning To Fly
12. High Hopes
13. Us And Them
14. Careful With That Axe, Eugene
15. Take It Back
16. The Gunner's Dream
17. Another Brick In The Wall, Part 2
18. Wish You Were Here
19. One Of These Days
20. Comfortably Numb
------
21. Run Like Hell

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz