środa, 10 marca 2010

Armia - 09.03.2010 @ Warszawa, Hard Rock Cafe

O rany, uwielbiam koncertową Armię! Uwieeeelbiaaaaaaaam! Niestety miejsca, w którym przyszło im grać, nie darzę nawet malutką iskierką sympatii. Hard Rock Cafe według mnie powinno mieć dożywotni zakaz organizowania koncertów! Jeszcze żaden z zespołów, które tu widziałam, nie zabrzmiał tak źle. Jedna wielka ściana dźwięku, przez którą trudno było przebić się Kubie ze swoimi wokalami, sprzęgający się mikrofon, słabe (a raczej jego brak) oświetlenie i ogólne fatalne brzmienie miażdżące bębenki, skutecznie odstraszały kolejne osoby spod samej sceny. Z zatyczkami nie dało rady tam ustać. O smrodach wydobywających się z kuchni, która sąsiaduje ze sceną (co za pomysł w ogóle Faint ) nie wspomnę. No ale pomimo tych niesprzyjających warunków, które z biegiem czasu przestały mieć większe znaczenie, a na pierwszy plan wysunęła się muzyka/przekaz/ekspresja/emocje, koncert wyśmienity.

Od dwóch lat niezmiennie Armia nie przestaje mnie zadziwiać i zaskakiwać. Fajnie, że po 25-latach grania, ciągle drzemie w nich świeżość i niesamowita energia sceniczna, którą mieliśmy okazję podziwiać m.in. wczoraj. Wspaniały, dzwoniący "Wyludniacz" na początek, z którym na żywo styczności jeszcze nie miałam. Zresztą w ogóle był to mało przebojowy wieczór, pełen bardziej rarytasów niż sztandarowych utworów Armii. Dla mnie bomba, bo nie ukrywam, że niektóre "hity" zaczynały już mnie męczyć (zdaje się, że to był to pierwszy koncert bez "Niezwyciężonego", w którym uczestniczyłam. Nareszcie! ;] ). Przy "Katedrze" się chwilę zatrzymaliśmy i usłyszeliśmy, że dzisiejszy koncert jest wyjątkowy, ponieważ po raz ostatni zostanie wykonany "Der Prozess" w całości. Szkoda, bo kto widział i słyszał, ten wie, jak mocnym puntem programu są te kompozycje. I o ile takie numery, jak "Statek burz" czy "Zły porucznik" na pewno na stałe wejdą do programu, tak już "Anima" i "Poza prawem" mają pewnie niewielkie szanse. Tym bardziej będzie mi przykro, bo przekonałam się, że każde kolejne przedstawienie tego konceptu jest coraz lepsze, coraz bardziej dramatyczne i potężne. Było to moje trzecie spotkanie z całym Procesem i jak do tej pory najprzyjemniejsze. Co prawda zabrakło tak doskonałej oprawy wizualnej (światła, wizualizacje, stroboskopy), jaka towarzyszyła Procesowi rok temu w Stodole i świetnie budowała nastrój, ale jak widać nie trzeba wypasionych dodatków, by przedstawić miażdżącą interpretację i osiągnąć emocjonalne apogeum. Budzemu się to udało - wczuł się, jak nigdy wcześniej i na kilkadziesiąt minut stał się bohaterem, o którym śpiewał. Teatralnymi gestami i wokalem w dramatyczny sposób wykonał "Złego porucznika" i "Przed prawem", których wykonania poruszyły mnie najbardziej. Dramatyczne wyciąganie dłoni w stronę pojedynczych osób z okrzykami "pomóż mi" czy wytykanie palcami przy frazie "Ty głupcze" - mistrz. Frantz trochę się tam podśmiechiwał, gdy Budzowy palec wskazywał na niego i niekiedy burzyło to spójność, ale wrażenie i tak gigantyczne. Zapętliłam się na Procesie, a przecież w międzyczasie dostaliśmy ślicznie błyszczącą perełkę w postaci "Sodomy i Gomory" (+ humorystyczna przemowa Budzyńskiego na temat jego angielskiego, hehe) pięknie przechodzącej w "Pięknorękiego", odświeżone jakiś czas temu "Popioły", niegraną kawał czasu "Pieśń przygodną" oraz "Strzały znikąd", które w Warszawie zawsze brzmią wyjątkowo. Po chóralnie odśpiewanym "Underground", czas na bisy. "Freak" to taka mało przebojowa płyta i wydawać by się mogło, że na koncertach nie będzie brzmiała tak dobrze, a tu proszę, mega zaskoczenie. "Green" to murowany hit i gdyby nie to, że nie dane nam było jeszcze słuchać koncertowego Frika ze wszystkimi smaczkami i muzykami, którzy wzięli udział przy produkcji tego albumu, to mogłabym powiedzieć, że wersja "okrojona" brzmi równie ciekawie, a na pewno przystępniej i bardziej koncertowo. Ale z takimi osądami wstrzymam się do BrylFestu (o ile się w tym roku odbędzie, bo jak na razie cisza...), na którym podobnież "Freak" ma być po raz pierwszy wykonany w całym składzie. "Dom przy moście" to stały punkt niemal każdego koncertu Armii, a przy okazji jeden z moich ulubieńców, więc jego obecność jeszcze aż tak mnie nie męczy, a z wplecionym fragmentem "Break Out" jeszcze przyjemniej mi się go słuchało. Na koniec coś, czego chyba nikt się nie spodziewał... 'Wiatr wieje ciągle tam gdzie chce... Przewraca domki z kart, podsyca ogień gwiazd". Tyle czasu tego nie słyszałam, że już zapomniałam, jak to świetnie buja na koncertach. "Skończyłem rozpoczynaj" - rarytas nad rarytasy.
Po takim zwieńczeniu wieczoru nie chciało mi się wracać do domu. Chętnie bym sobie zapętliła zakończenie i tak trwała do bladego świtu.

Setlista:
1. Wyludniacz
2. Katedra 
3. Strzały Znikąd
4. Statek Burz 
5. Popioły
6. Sodoma i Gomora
7. Pięknoręki 
8. Proces
9. Zły Porucznik
10, Pieśń Przygodna
11. Przed Prawem 
12. Anima 
13. Underground 
------- 
14. Green 
15. Dom przy moście / Break Out 
16. Skończyłem Rozpoczynaj

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz