Acid Drinkers - nasza największa rock’n’rollowa petarda obchodzi w tym roku swoje 20-te urodziny! Z tej okazji przygotowana została specjalna trasa podsumowująca tą burzliwą działalność artystyczną. Nie zabrakło również specjalnych gości.
Gdy weszliśmy na salę, swój występ kończył Fate Unknown - pierwszy support tego wieczoru. Po tych kilku minutach byłam wdzięczna, że spędziliśmy niemal cały ich koncert w pobliskim parku na degustacji różnorakich trunków, nie spiesząc się z wejściem do Stodoły. Nieliczna publiczność zgromadzona pod sceną nie dała się porwać muzyce, jaką zaprezentowali i w statycznych pozycjach obserwowała wysiłki muzyków. Stan ten zmienił Los Pierdols, który swoim pełnym humoru show rozbawiłby nawet największego smutasa. Hawajskie koszule i kwieciste naszyjniki, rajstopy nałożone na głowy i wielka beczka, która okazała się być całkiem nieźle prezentującym się instrumentem, do tego zapowiedzi wokalisty i żartobliwe teksty puszczane z taśmy (specjalny dźwięk uodparniający na świńską grypę, hehehe), dodały temu występowi interesującego, a przy tym oryginalnego charakteru. Nie zabrakło również hołdu dla gwiazdy wieczoru. Na scenie pojawił się ucharakteryzowany Jankiel, z którym wspólnie odegrano cover Acid Drinkers. "Odegrano" to może niezbyt odpowiednie słowo, ponieważ przez kilkanaście sekund oglądaliśmy pełne szaleństwo na scenie, ale... W kompletnej ciszy, bez ani jednego dźwięku wydobywającego się z instrumentów. Pomysłowe i zupełnie niespodziewane, a przy tym szalenie zabawne. Mimo, że muzyka zespołu Los Pierdols ani trochę nie przypadła mi do gustu (według wokalisty jestem więc "lalusiem"), trzeba przyznać, że bawić się i śmiać z samych siebie, umieją wyśmienicie. W kategorii prześmiewczych zespołów rośnie Kabanosowi poważna konkurencja.
Foto: Marcin Bąkiewicz/wp.pl
Po szybkiej zmianie sprzętu, z głośników rozbrzmiał "Imperial March", a na scenę wkroczyła piątka bliżej niezidentyfikowanych osobników, przebrana za Stormtrooperów, która podczas odgrywania intra, mierzyła w publiczność z broni. Tak rozpoczął się występ bydgoskiego NoNe, który dał z siebie 100% mocy, zachęcając publiczność do zabawy i podtrzymując z nią stały kontakt, dzięki czemu przez te kilkadziesiąt minut była na każde ich skinienie palcem. Usłyszeliśmy głównie materiał z ostatniej płyty "The Rising", ale nie zabrakło też numerów jeszcze z czasów, gdy członkiem zespołu był Aleksander "Olass" Mendyk. Zakończenie występu NoNe było równie spektakularne, jak wejście. Na scenę zaproszony został Jankiel - nowy nabytek Acid Drinkers, z którym odegrano "Aces High", czyli jeden ze sztandarowych utworów Iron Maiden. Jak się okazuje, Jankiel jest nie tylko dobrym gitarzystą, ale sprawdza się też doskonale w roli wokalisty. To dobrze wróży przyszłości zespołom Acid Drinkers i Flapjack, gdzie backing wokale są ważnym elementem.
Foto: Marcin Bąkiewicz/wp.pl
Po tym energetycznym i rozgrzewającym występie przyszła pora na danie główne. Dwadzieścia równych lat, zmieniający się gitarzyści, z których każdy wniósł do zespołu zupełnie coś nowego, wiele rozstań, niekiedy bardzo trudnych, ale mimo wszystkich przeciwności losu, Kwasożłopy nie poddali się i wciąż robią swoje. 17. listopada warszawska Stodoła należała do nich. Gardła nasmarowane? Czas zacząć świętować okrągłe 20. urodziny Acid Drinkers!
Foto: Marcin Bąkiewicz/wp.pl
Sentymentalną podróż po Kwaśnym repertuarze rozpoczęliśmy od czasów najnowszych, czyli od trzech utworów z "Verses of Steel", przechadzając się kolejno po coraz starszych albumach. Przy "Life Hurts More Than Death" pochodzącym z najbardziej, moim zdaniem, niedocenianej płyty Acids, nie dało się nie pomyśleć o Lipie - jedynym nieobecnym tego wieczoru w Stodole żyjącym byłym gitarzystą Acid Drinkers. Dalej czekały na nas same perełki niegrane na żywo od kilku ładnych lat, oraz garść hitów, bez których wielu fanów nie jest w stanie wyobrazić sobie koncertu Kwasożłopów. Titus bardzo chętnie odstępował mikrofonu swoim byłym i obecnym kolegom z zespołu. I tak, po wykonaniu monumentalnej kompozycji "Another Brick in the Wall", zajął miejsce za perkusją, by swój udział wokalny miał również „Monsieur Ślimak", który zaśpiewał utwór "Midnight Visitor", prezentując przy tym swój zwariowany taniec.
Foto: Marcin Bąkiewicz/wp.pl
Muzycy Acid Drinkers słyną z ogromnego poczucia humoru, dlatego nie mogło zabraknąć zabawnej konferansjerki i Tytusowego "Pasuuuuujeeeeee?!", czy też zakręconego "Yahoo" chóralnie odśpiewanego wraz z publicznością. Dodatkowo całość ozdabiał szereg min, które gry podczas po mistrzowsku stroili Popcorn i Jankiel.
Foto: Marcin Bąkiewicz/wp.pl
Ten wieczór należał szczególnie do tego drugiego, który miał nie tylko utrudnione zadanie z racji tego, że był "tym nowym" i kolejno ustępował miejsca na scenie Perle i Litzy, ale też odbił mocno swój odcisk na każdym granym tego wieczoru utworze. Spisał się doskonale nie tylko w roli gitarzysty i wokalisty, ale także w roli showmena.
Foto: Marcin Bąkiewicz/wp.pl
Po trzech reprezentantach pierwszego albumu "Are You a Rebel?" nadszedł czas na uczczenie urodzin wraz z byłymi gitarzystami Acids. Pierwszy pojawił się Przemysław "Perła" Wejmann, wykonując w fantastyczny sposób "My Pick" - jeden z moich ulubionych numerów z tego okresu działalności Acid Drinkers, "Calistę" oraz przepięknie pachnącą psychodelicznym klimatem "Acidofilię". Uśmiech nie schodził mu z twarzy, a dłonie dumnie wygrywały poszczególne dźwięki na jego Gibsonie. Mam nadzieję, że po serii urodzinowych koncertów z Acid Drinekrs, Perła na nowo złapie muzycznego bakcyla i podniesie z popiołów Guess Why (Flapjack się reaktywował, więc dlaczego by nie Guess Why?).
Foto: Marcin Bąkiewicz/wp.pl
Perła zebrał ogromne brawa, jednak na to, co miało wydarzyć się za chwilę, czekała cała Stodoła. Titus zapowiedział Roberta "Litzę" Friedriecha i publiczność oszalała. W tym najbardziej klasycznym składzie, usłyszeliśmy wielką trójcę: "High Proof Cosmic Milk", brzmiącego najlepiej od lat "Poplin Twist", oraz odśpiewanego tradycyjnie z pomocą publiczności "The Joker", w środku którego nastąpiło krótkie wtrącenie tematu z "New York, New York" oraz wymiana zmian między Titusem a Litzą ("Mówiłem Ci, Litzo, że jednym z najlepszych zespołów heavy metalowych jest zespół Sinatra?"). Litza wyglądał na bardzo zadowolonego, szalał jakby to on obchodził 20. urodziny, ryczał do mikrofonu tak, że trudno uwierzyć w to, iż nie gra w zespole Acid Drinkers już od ponad 10. lat. Jako ostatni przed bisami, rozbrzmiał metallikowy cover "For Whom The Bell Tolls", do którego niestety Litza niezbyt się przygotował i zapomniał tekstu do prawie całej pierwszej zwrotki. Jednak przy takim przypływie emocji, detale tego typu były naprawdę niezbyt istotne.
Foto: Marcin Bąkiewicz/wp.pl
Na pierwszy bis w postaci "Drug Dealera" powrócił Jankiel, ale już przy "I Fuck the Violence" ponownie pojawili się byli gitarzyści, by na koniec wykonać wspólnie na cztery wiosła riff kończący "Blues Beatdown". Po tym wzruszającym hołdzie dla Olassa, na scenę wtargnęli Stormtrooperzy i wyprowadzili muzyków ze sceny. Jeden z nich założył Popcornową gitarę i po krótkim gimnastykowaniu się, postanowił jednak ją odłożyć, nie dając upustu swoim muzycznym fantazjom.
Foto: Marcin Bąkiewicz/wp.pl
Przy dźwiękach "Always Look on the Bright Side of Life" szóstka szczęśliwych bohaterów wieczoru, kłaniała się, machała publiczności i nuciła słowa Monty Pythonów, by za chwilę zejść na dobre ze sceny. Wspaniały, jubileuszowy wieczór niestety dobiegł końca i trzeba było udać się w kierunku szatni.
Foto: Marcin Bąkiewicz/wp.pl
Każdy, kto 17 listopada odwiedził warszawską Stodołę, na pewno nie ma wątpliwości co do tego, iż Acid Drinkers jest obecnie jednym z najlepszych koncertowych zespołów w Polsce. Prezentują nie tylko fantastyczny poziom muzyczny, ale potrafią zrobić również świetne show, dlatego nawet najbardziej zaawansowany w bojach fan, nie nudzi się na ich występach. Jedynym, czego zabrakło mi na tym jubileuszowym koncercie, była osoba Tomka "Lipy" Lipnickiego, która swoim charyzmatycznym głosem potrafi zdziałać cuda, nawet w tym Kwaśnym repertuarze. No ale nie można mieć wszystkiego... Oby następne okrągłe urodziny były równie huczne! Wszystkiego najlepszego!
Set lista:
1. Lion King Intro
2. Swallow the Needle
3. In a Black Sail Wrapped
4. We Died Before We Start to Live
5. Life Hurts More Than Death
6. Home Submarine
7. 24 Radical Questions
8. Solid Rock
9. Slow and Stoned (Method of Yonash)
10. Another Brick in the Wall
11. Midnight Visitor
12. Pizza Driver
13. Masterhood Of Hearts Devouring
14. Yahoo
15. I am the Mystic
16. Del Rocca
17. Barmy Army
------------------------
18. My Pick (+ Perła)
19. Calista (+ Perła)
20. Acidofilia (+ Perła)
21. High Proof Cosmic Milk (+ Litza)
22. Poplin Twist (+ Litza)
23. The Joker (+ Litza)
24. For Whom The Bell Tolls (+ Litza)
------------------------
25. Drug Dealer
26. I Fuck the Violence
27. Blues Beatdown (na 4 gitary!)

Super!
OdpowiedzUsuńZajebiście!!
OdpowiedzUsuńGdyby nie to że nie widziałam Los Pierdols, czego odżałować nie mogę, równie dobrze mogę Ci tu dokleić wlepkę "Made in Poznań" :D