wtorek, 17 listopada 2009

Oceansize - 08.11.2009 @ Wrocław, Firlej

Sympatycy zespołu Oceansize na pewno nie mogą narzekać na brak koncertów w Polsce. Bowiem Anglicy już po raz drugi w tym roku (czwarty w przeciągu ostatnich czterech lat) postanowili odwiedzić nasz kraj. W lipcu wystąpili na Eko Union of Rock w Węgorzewie, gdzie zaprezentowali część swojego materiału, w dużej mierze przypadkowym słuchaczom. Tym razem koncert odbył się we wrocławskim Firleju, zatem komfort okazał się być nieporównywalnie bardziej sprzyjający odbiorowi takiej muzyki, przez co nie zastanawiałam się nawet sekundy przed podjęciem decyzji o wyjeździe do Wrocławia

Pierwszym zespołem, jaki pojawił się na deskach Firleja, był zbierający ostatnio bardzo dobre opinie, warszawski Tides From Nebula, który okazał się być asem w rękawie, ponieważ informacja o ich występie pojawiła się dopiero na 4 dni przed koncertem. Trochę taki last minute, ale po pokaźnym tłumie, jaki zebrał się pod sceną, można wnioskować, iż wiele osób przyszło specjalnie dla nich. Co prawda czasu wiele nie dostali i słychać było pośpiech, ale trzeba przyznać, że zabrzmieli bardzo profesjonalnie, a przede wszystkim pięknie i selektywnie. Oprócz utworów z debiutanckiego albumu "Aura", usłyszeliśmy premierową kompozycję, która znajdzie się na drugiej płycie zespołu, nieoficjalnie zapowiedzianej na przyszły rok. Post-rockowe dźwięki, przeplatane mocniejszymi metalowymi akcentami, wprawiły publiczność w trans, który dla mnie osobiście mógł potrwać dwa razy dłużej. Drugim zespołem występującym tego wieczoru był The Worldonfire, towarzyszący Oceansize na części europejskiej trasy. Już sam widok pięciu facetów w rurkach i przyczesanych grzywkach bardzo mnie zniechęcił, ale postanowiłam dać im szansę. O ile instrumentalnie brzmieli całkiem nieźle, tak wokalnie było już mniej interesująco. Wysoki, melodyjny głos wokalisty przywodził mi na myśl zespoły pokroju Funeral for a Friend. Na szczęście skończyli grać równie szybko, jak się rozstawili i moje uszy mogły odetchnąć z ulgą.

Kilka minut po 22:00 na scenie pojawiła się gwiazda wieczoru. Koncert ten był częścią trasy promującej nową EPkę Oceansize zatytułowaną "Home & Minor", jednak z tego wydawnictwa usłyszeliśmy tylko dwa utwory. Panowie postawili na prezentację świeżego materiału, który zostanie zarejestrowany na kolejnej płycie, ale nie zabrakło też sztandarowych numerów z ich repertuaru. Było zatem mocno i energicznie, ale też spokojnie, nastrojowo i melancholijnie. Muzyka Oceansize z płyty na płytę ewoluuje i przyjmuje nową jakość, dlatego słychać było wyraźne różnice pomiędzy utworami granymi z poszczególnych albumów. Piękny, klimatyczny koncert, który bez wątpienia pozostanie przeze mnie na długo zapamiętany. Trochę mi popsuła odbiór tego występu myśl, że pomimo wcześniejszych zapowiedzi organizatorów o tym, że koncert zakończy się punktualnie o 23:00, trzeba będzie jednak zrezygnować z części występu, by lecieć na pociąg do domu. Szkoda było wychodzić, tym bardziej, iż wiedziałam, że na bis grają jedne z moich ulubionych utworów. Mimo wszystko warto było spędzić ten wieczór w Firleju.

Oceansize to prawdziwi muzyczni czarodzieje, a przy tym niezwykle sympatyczni i dowcipni ludzie. Mam nadzieję, że w przyszłym roku zawitają do nas już z nową płytą!

Set lista:
1. Ransoms
2. Unfamiliar
3. Legal Teens
4. Paper Champion
5. Rocket
6. Massive Bereavement
7. Steven's Head
8. A Homage to a Shame
9. You Can't Keep a Bad Man Down
10. Home & Minor
11. It's My Tail
---------------------------------
12. Meredith
13. The Charm Offensive

PS. Warszawa żąda dostępu do Firleja! :)

1 komentarz:

  1. Łódź żąda Firleja, dobrej muzyki nie tylko Comowatych popierdółek i eksmisji Warszawy nad morze. Najlepiej czarne ;)

    OdpowiedzUsuń