niedziela, 1 stycznia 2012

Muzyczne podsumowanie roku 2011: POLSKA

No to zaczynamy! 
Nie sugerujcie się kolejnością, bo nie ona jest tu ważna. ;)

Obscure Sphinx "Anaesthetic Inhalation Ritual"
Ten krążek urwał mi głowę, a kolejne koncerty bezczelnie wgniatały w podłogę. Dawno nie słyszałam tak dobrego debiutanckiego materiału na polskiej ziemi, a jeszcze dawniej nie widziałam takiej scenicznej ekspresji w wykonaniu zespołu, który przecież dopiero rozpościera swoje skrzydła. Spójność kompozycji, niezwykle szerokie spectrum wokalne Wielebnej, siedmiostrunowa moc gitar - tak w skrócie można opisać to, co znajdziemy na tym albumie. Miazga totalna, proszę państwa! M I A Z G A! 


Lord Stereo "Lord Stereo"
Warto czasem głębiej pogrzebać w muzycznej otchłani internetu, by wyłowić takie perełki, jak Lord Stereo. Panowie opisują swą muzykę jako "vintage heavy rock" i pewnie słuszność mają. Dla mnie to jest po prostu kawał porządnego, energicznego garage rocka, na czele którego stoi wokalista posługujący się głosem łudząco podobnym do samego... Mike'a Patton'a. Zacny to materiał i gdyby nie ładunek emocjonalny, jaki niesie ze sobą debiut Obscure Sphinx, właśnie ten album stałby się moim osobistym hitem mijającego roku. Marsz do słuchania!

Major Kong "Orogenesis EP"
Po zawieszeniu działalności przez zespół Fifty Foot Woman, ekipa z Lublina powołała do życia instrumentalny stoner/doomowy twór o dźwięcznej nazwie Major Kong. EPka buja od początku do końca i nie sposób się  od niej oderwać. Rzecz obowiązkowa dla wszystkich miłośników potężnych riffów i niskostrojonych gitar!

Belzebong "Sonic Scapes & Weedy Grooves"
I kolejny dowód potwierdzający, że stoner/doom metalowa scena w Polsce rośnie w siłę! Jest ciężko, wooooolnooo i psychodelicznie, a przy słuchaniu aż ma się ochotę wybrać na długiego tripa wraz z bohaterką filmu "Alice in Acidland", którego samplami okraszone są poszczególne kompozycje. Mam nadzieję, że czas oczekiwania na debiutancki album Belzebonga będzie odwrotnie proporcjonalny do tempa utworów ;), bo nie ukrywam, że jest to jeden z najbardziej oczekiwanych przeze mnie długograjów.

Broken Betty "The Sorry Eye"
W ubiegłym roku swoją EPką, na której zaprezentowali wyborny miszmasz stoner rocka i grunge'u, podbili moje serce. Teraz ruszyli na wojaże z pełnowymiarową płytą, gdzie inspiracje latami 90-tymi i grunge'owe naleciałości są już bardziej oczywiste. Poszczególne numery są wyjątkowo nośne, a swą przebojowością przypominają dokonania takich gigantów, jak chociażby Foo Fighters. Lepszej rekomendacji chyba nie potrzeba, prawda? :)


Deriglasoff "Noże"
Diabeł powraca po sześciu latach, by pieścić nasze uszy swoimi muzycznymi wybrykami. Uwielbiam  przebojowość tej płyty, brzmienie basu (oł jeeee!), a przede wszystkim liryki - zarówno te ironiczne i pełne czarnego humoru, jak i te bardziej refleksyjne. Bo o takich oczywistościach, jak doskonały baryton, jaki dzierży w swej gardzieli Olaf, nie muszę chyba wspominać. ;) Nie słuchajcie cudzych rad, posłuchajcie, co ma wam do powiedzenia Olaf Deriglasoff! Myślę, że się nie zawiedziecie. 

Riverside "Memories in my Head EP"
Uwierzycie, że zespół Riverside ma już 10 lat? Z tej okazji panowie postanowili zabrać nas w nostalgiczną podróż w przeszłość. Znajdziemy tutaj nie tylko muzyczne odniesienia do pierwszej długogrającej płyty warszawiaków ("Voices in my Head"), ale również do takich tytanów, jak Pink Floyd. Jako olbrzymia fanka debiutanckiego albumu Riverside, jestem oczarowana tym materiałem. 

Psychollywood "Psychollywood"
Usłyszałam ostatnio, że rock'n'roll to relikt przeszłości, a dziadek Lemmy powinien odejść na emeryturę. Gdybym zrobiła listę świeżowydanych płyt, które miałyby obalić tę tezę, debiut Psychollywood z pewnością znalazłby się na jej szczycie. Słuchanie tego albumu to czysta przyjemność!

Forge of Clouds "Forge of Clouds"
I znów debiutanci. Tym razem reprezentanci sceny post-metalowej, która mimo coraz większej popularności wśród słuchaczy, wciąż jeszcze jest u nas słabo rozwinięta. Co ciekawe, największe wrażenie na tym albumie nie zrobiły na mnie riffy, czy doskonale wytłuszczona praca perkusji (w szczególności talerzy), a... zwolnienia, które dają chwilę wytchnienia przed kolejną dawką mocarnych dźwięków (jak ma to miejsce np. w "Boot"). Bardzo dobry, obiecujący materiał. 


George Dorn Screams "Go Cry On Somebody Else's Shoulder"
Lubię sięgać po takie płyty w okresie jesiennym-wczesnozimowym, gdy za oknem smutno, szaro i ponuro, a ja, zamiast pieszych wojaży, wybieram wygrzany kocyk i kubek z gorącą herbatą. Także jeżeli szukacie w muzyce spokojnych, bardziej melancholijnych i nastrojowych kompozycji, to ten krążek będzie dla was idealny. 

Powyższa lista zawiera dziesiątkę płyt, które zajęły szczególne miejsce w mojej playliście (debiutanci górą!), ale oczywiście nie są to wszystkie warte uwagi wydawnictwa, które ukazały się w 2011 roku. Na wyróżnienie zasługują także: Leash Eye "V.I.D.I.", Fisz Emade "Zwierzę bez nogi" (Piękna robota! Gdyby nie fakt, że zbyt późno się za niego zabrałam, prawdopodobnie wylądowałby w głównym zestawieniu.), Pati Yang "Wires And Sparks"Elvis Deluxe "Favourite State of Mind", Luxtorpeda "Luxtorpeda" (Nie mogło ich tu zabraknąć, po prostu nie mogło. Głównie ze względu na niezwykle udany start i niespodziewany szum, jaki się zrobił wokół tego projektu, bo nie ukrywam, że po kilku przesłuchaniach płyta zaczęła mnie nudzić. Luxtorpeda się rozpędza i już zapowiada drugi album, także zobaczymy "co przyniesie nowy dzień".), Letters From Silence "No Plain Shortcuts", Lipali "Akustyk Live", oraz Tides From Nebula "Earthshine" (Z tą płytą wciąż mam problem, ale podobnie, jak w przypadku Luxtorpedy, nie mogłam o niej nie wspomnieć.). Ci, którzy znają mnie wystarczająco dobrze, będą pewnie przecierać oczy ze zdziwienia, że jeszcze nie ujrzeli tutaj ani nazwy nowego projektu Glacy, ani Kazika Na Żywo. Zatem możecie kontynuować tę czynność, bo o My Riot "sweet_noise" mogę powiedzieć niestety tylko jedno... Wiele hałasu o nic. Natomiast w przypadku KNŻ powód jest prozaiczny - jeszcze się za niego nie zabrałam. ;)

c.d.n.

2 komentarze:

  1. O! Nowego GDS niestety jeszcze nie słuchałem, oba bongodoomy mnie nie porwały, Psycholywood jeszcze mniej. O Lord Stereo pierwsze słyszę o_O. Za całą resztę oklasky!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja się pytam - Gdzie jest krzyż?

    OdpowiedzUsuń